
Przed II wojną światową znacząca część Mazurów korzystała z kancjonałów, które drukowane były w dużych nakładach przez znaną drukarnię Hartunga w Królewcu. W następstwie działań wojennych i ewakuacji olbrzymiej części ludu mazurskiego większa część tychże kancjonałów uległa zniszczeniu lub zagubieniu. W pierwszych latach po wojnie brak śpiewników, z którego mogliby korzystać parafianie, był szczególnie dotkliwy. Sytuację dodatkowo komplikowały kolejne decyzje władz, którego zakazały używania języka niemieckiego podczas śpiewu liturgicznego i pieśniach kościelnych. Pozostała na tych terenach część ludu mazurskiego czułą się dyskryminowana, a te odczucia potęgowała postępująca polonizacja nazwisk i imion Mazurów. Dochodziło nierzadko do sytuacji, o których wspominał po latach ks. dr Alfred Jagucki, kiedy to księża mówili podczas nabożeństw „Pan niech będzie z Wami”, a lud odpowiadał im po niemiecku.
Konieczne stało się więc opracowanie śpiewnika, który mógłby stać się narzędziem przywracania tradycji i polskiej świadomości narodowej. Powołano komitet śpiewnikowy, w skład którego weszli ks. Edmund Friszke, ks. Otton Wittenberg oraz ks. Alfred Jagucki. W założeniu nowy śpiewnik miał zawierać zarówno dawne pieśni mazurskie, jak i te nowsze, które użytkowane był w całym kościele. Komisja zakończyła swoją pracę we wrześniu 1947 roku. Ostatecznie w śpiewniku opracowanym specjalnie dla zborów mazurskich znalazły się pieśni ze Śpiewnika Warszawskiego, śpiewnika ewangelickiego na Górnym Śląsku, które treścią były zbliżone do pieśni mazurskich oraz kancjonału mazurskiego „w przeróbce i w szacie oryginalnej” jak i innych śpiewników ewangelickich. Ponadto nowy śpiewnik dla Mazurów zawierał m.in. modlitwy na każdy dzień tygodnia i większe święta, jak również modlitwy dla chorych oraz pragnących przystąpić do Wieczerzy Pańskiej, z których znaczna cześć pochodziła z modlitewnika „Do Boga”, którego pierwsze wydanie ukazało się jeszcze na początku XX wieku za sprawą ks. Aleksandra Schoeneicha, superintendenta diecezji warszawskiej, późniejszego seniora diecezji lubelskiej i wołyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Ze względu na niedobór duchownych luterańskich na Mazurach, którzy musieli pełnić posługę w kilku a nawet kilkunastu parafiach, śpiewnik zawierał również skróconą formę porządku chrztu oraz pogrzebu, tak by parafianie mogli chrzcić dzieci i grzebać zmarłych nawet w tych sytuacjach, kiedy udział księdza w uroczystości nie był możliwy. „Śpiewnik kościelny dla zborów mazurskich Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce” został w 1947 roku zatwierdzony przez władze Kościoła, a miał on zostać wydany w miejscowości Lund w Szwecji na koszt szwedzkiego Komitetu Niesienia Pomocy Mazurom, w którym niebagatelną rolę odgrywał życzliwy Polsce ks. Daniel Cederberg. Lud i księża pracujący na Mazurach z miesiąca na miesiąc wyczekiwali upragnionego, nowego śpiewnika. Niestety wskutek różnych trudności materialnych i technicznych po stronie szwedzkiej jego wydanie opóźniało się.
Śpiewnik został ostatecznie wydrukowany w 1951 roku. Zamiast jednak na Mazury, do mazurskich rąk i domów, cały nakład trafił do Warszawy, do zapieczętowanej piwnicy i niedopuszczony do rozprowadzenia ze względu na treść. Ksiądz Ryszard Janik przekazał po latach Andrzejowi Friszke, że wszystkie egzemplarze śpiewnika znajdowały się w piwnicy domu, gdzie mieściła się siedziba Konsystorza. Władze komunistyczne postanowiły, iż cały nakład pójdzie na makulaturę. W piwnicy zdeponowanych było 40 tys. egzemplarzy śpiewnika, z czego 10 tys. w płóciennej oprawie, wydanych na pięknym papierze. Z założenia śpiewnik miał być dystrybuowany całkowicie bezpłatnie wśród Mazurów. Jakież to treści zawarte w śpiewniku nie spodobały się reżimowi? Na przestrzeni lat pojawiło się co najmniej kilka wersji. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych i wiarygodnych jest ta, iż polskim władzom nie spodobały się podziękowania dla Szwedów za pomoc w wydaniu śpiewnika, zawarte w przedmowie Komisji Śpiewnikowej. Władze Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego zaproponowały korektę przedmowy, by uzyskać zgodę na rozpowszechnienie śpiewnika, jednakże władze ludowe swojej decyzji już nie cofnęły. Innym przytaczanym powodem był sam tytuł publikacji, który miał rzekomo służyć celom separatystycznym. Według komunistów śpiewnik mógł pobudzić regionalną odrębność, a jednocześnie zawarte w nim pieśni takie jak „Chrześcijaninie ruszaj w bój po świetny laur zwycięstwa” oraz „Jezu, zwycięstwo daj! Książę żywota, patrz, jak z otchłani powstaje nam wróg” miały zagrażać ustrojowi socjalistycznemu. Wydaje się jednak, że najbardziej kuriozalne zastrzeżenie dotyczyło Hymnu Reformacji Marcina Lutra „Warownym grodem jest nasz Bóg”. Cenzura PRL uznała następującą strofę za krytykę ustroju: „Choć diabłów byłby pełen świat, co połknąć by nas chcieli, My nie boimy się ich zdrad, Będziemy tryumf mieli”. Na nic zdało się tłumaczenie Kościoła, że ów fragment nie może się odnosić do komunistów, ponieważ ich w czasach Lutra nie było. Decyzją komunistów cały nakład poszedł „na przemiał”. Ponoć parę egzemplarzy udało się wydostać kilku studentom teologii, tuż przed zniszczeniem nakładu. Tę informację trudno zweryfikować. Pewne natomiast jest to, że jedna paczka śpiewnika zachowała się w Lund, a z niej parę egzemplarzy trafiło w 1998 roku na Mazury. Dopiero wówczas, po ponad czterdziestu latach od wydania, po raz pierwszy w rękach śpiewnik ten miał zmarły w tym roku śp. bp. Janusz Jagucki, którego ojciec był jednym z członków Komisji Śpiewnikowej.
Znamienne jest to, że fakt konfiskaty nakładu śpiewnika przedstawiony został opinii publicznej dopiero w 1956 roku, a więc w okresie odwilży. W 23. numerze „Strażnicy Ewangelicznej” opublikowano artykuł „Czy warto być mądrym po szkodzie”, autorstwa prawdopodobnie ks. Jaguckiego (inicjały nazwiska z myślnikiem J-I), w którym szerzej poruszony został problem braku zapewnienia Mazurom religijnej literatury w ojczystym języku polskim zarówno przed jak i po wojnie.
Ile egzemplarzy „Śpiewnika kościelnego dla zborów mazurskich Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce” przetrwało do dziś? Według moich szacunków w najlepszym razie kilka-kilkanaście egzemplarzy, w tym niemal wszystkie znajdują się w prywatnych księgozbiorach. Skąd ten wniosek? Przeglądając katalog rozproszony bibliotek polskich jedyny egzemplarz znajduje się w Bibliotece Narodowej (BN) w Warszawie, a z powodów przytoczonych wyżej tytuł ten nigdy nie trafił do jakiejkolwiek dystrybucji. Ze względu na istniejące prawa autorskie (ks. dr Alfred Jagucki zmarł w 2004 roku) egzemplarz znajdujący się w BN nie został zdigitalizowany i nie jest dostępny online. Tym większe było moje zdziwienie, że jakiś czas temu odnalazłem jeden z egzemplarzy omawianego śpiewnika, zresztą o interesującej proweniencji (z księgozbioru śp. ks. Mariusza Wernera), na jednej z platform aukcyjnych. Oczywiście zdecydowałem się na jego zakup. Publikuje dziś dla Państwa jego fragmenty tj. okładkę, stronę tytułową, przedmowę oraz spis treści. Zamieszczam również zdjęcia trzech duchownych, którzy przyczynili się do wydania tegoż śpiewnika. Gdyby ktoś z Państwa był zainteresowany innymi fragmentami, służę pomocą.
Decyzja o konfiskacie śpiewnika przez władze komunistyczne była bezmyślna, niestety w radykalny sposób ograniczyła ona możliwość polonizacji pozostałych na tych terenach Mazurów. Nie ma możliwości cofnięcia się w czasie, w moim przekonaniu śpiewnik ten może symbolizować „straconą szansę”. Tą szansą była większa liczebność rdzennych, spolonizowanych ewangelików na Mazurach.
Galeria











